Tytuł, który wymówiony przeze mnie co drugi raz poprawnie, „Diablero” oznacza osobę zajmująca się zawodowym łapaniem demonów i innych istot nadprzyrodzonych. Powieść ta jest połączeniem thrillera i horroru. Osobiście nie przepadam za horrorami, bo przerażające opisy potrafią mojej wyobraźni płatać figle, jak i ekranizacje, tak i literaturę tego gatunku staram się omijać szerokim łukiem. Jednak tutaj mamy wersję light połączoną z niebanalnym scenariuszem wydarzeń.

Elvis Infante, główny bohater powieści, to oczywiście tytułowy „Diablero”. Ja pokusiłabym się o porównania go do szamana lub innego przywoływacza wszelkiego rodzaju demonów, strzyg i upiorów. Niebanalne zajęcie, które przynosi mu dość dobre zyski. Jak tego dokonuje? Otóż moi drodzy, autor wita nas w świecie, gdzie na międzynarodowym, czarnym rynku nie handluje się ludźmi, narkotykami czy też bronią, a istotami nadprzyrodzonymi. Z początku zaczęłam zastanawiać się, w jakim celu łapane są demony, dlaczego są tak cenne i do tego klasyfikuje się je na grupy w zależności od ich mocy. Odpowiedź jest bardzo prosta, służą one do walk. Są specjalnie szkolone, a następnie zamożni ludzie stawiają wysokie zakłady o to, który z nich wygra daną bitwę.

Smuci mnie nieco fakt, że od zarania dziejów rozrywką ludzkości jest patrzenie na sprawienie bólu, triumf zwycięstwa. Walki gladiatorów w starożytnym Rzymie, teraz sztuki walki. Ludzie uwielbiają oglądanie takich widowisk. Tylko ja nigdy nie rozumiałam dlaczego. Nielegalne bijatyki, a tutaj motyw walki sił nadprzyrodzonych. Niestety tego nie rozumiem, ale na moje szczęście autor nie drążył długo tego tematu. Skupił się przede wszystkim na sposobie łapania „zawodników” i samej historii Elvisa Infante oraz na faktach, które sprawiły, że teraz jego życie wygląda tak, a nie inaczej.

Odczucia po przeczytaniu książki miałam pozytywne. Nie wywołała we mnie szczególnego zachwytu, ale bardzo przyjemnie spędziłam jeden wieczór z tą powieścią. Nie jest ona wymagająca, fabuła pozwala nam dać się wciągnąć. Nie brakuje akcji, a opisy demonów wcielonych w ludzkie ciało są w stanie pobudzić naszą wyobraźnię i nieco przyprawić nas o ciarki na plecach. Niebezpieczeństwa czyhające co krok przy łapaniu bardziej niebezpiecznych demonów dają nam nieco do myślenia, do czego jest się w stanie posunąć człowiek w celu zdobycia małej fortuny.

dav

Zastrzeżeń jednak mam kilka. O ile wtrącenia angielskie nie sprawiają mi najmniejszego problemu, ponieważ znam ten język, o tyle wplątane słowa hiszpańskie już bardziej mi uprzykrzały tę lekturę. Nie lubię nie rozumieć słów, więc kilkukrotnie musiałam sięgnąć po słownik. Różne czasy akcji sprawiały, że nieco gubiłam się w wydarzeniach przy pierwszych takich zabiegach autora, jednak już w miarę przeczytanych stron udało mi się złapać rytm czytania i przestałam zupełnie zwracać na to uwagę.

Podsumowując, w kilku zdaniach jak najbardziej ta powieść jest dla osób, które poszukują książki niezbyt wymagającej na kilka godzin oderwania od rzeczywistości. Zagorzałym fanom horrorów nie przypadnie ona jednak do gustu, ponieważ najzwyczajniej jest mało straszna. Zdecydowanie bardziej jednak polecam przeczytanie tej książki niż serial. Niestety, może spodziewałam się po ekranizacji zbyt wiele, ale moje wyobrażenie zupełnie nie pokryło się z wizją reżysera.

Social Media:

10 thoughts on “Kącik czytelniczy: „Diablero” F.G. Haghenbeck.”

    1. Tak, wtrącenia bywają frustrujące, ale nie ma ich zbyt wiele.
      Serial oceniam jako średni. Książka zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu.

  1. Ważna jest twoja uwaga o wtrącaniu słów w innych językach. Mi to też przeszkadza. Jasne, z angielskim daję radę, ale z resztą nie. Ciekawe czym sie kieruje redaktor pozostawiająć obcy język:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *